Chciałabym żebyś zawsze o tym pamiętał...

Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i jeszcze raz spróbować. Nigdy nie jest za późno, żeby na stacji złych zdarzeń złapać kolejny pociąg i ruszyć w stronę marzeń...

Przyjaciel...

Moim najlepszym przyjacielem jest ten, kto pozwala mi wydobyć to, co we mnie najlepsze. H.Ford

Słowa...

Miłe słowa są jak miód. Słodkie dla duszy i zdrowe dla ciała...)

Moment...

Każdy oddech jest cenny, ale jeszcze cenniejszy jest moment, który zapiera dech w piersiach...

Uśmiechnij się...

Najbardziej zmarnowany dzień ze wszystkich to ten, w którym zabrakło uśmiechu...

sobota, 26 kwietnia 2014

O kogo to?

Ojojoj... Kto to widział, jeździć na targi/wystawy biżuterii i sprzedawać czyjeś, bo nie swoje projekty pod własną nazwą? No Kto? Odwołując się do jakże dźwięcznie brzmiącego zdania doskonale przeze mnie zapamiętanego: "w tam naszym małym artystycznym świecie wszyscy się znamy i swoje prace - również"... Hehe, uśmiać się można, bo w jednej pani "artyhstce-klonie"  można spotkać kilka artystek, dokładnie kilka wcieleń :D Jedna pani "artyhstka" tworzy identyczną biżuterię artystyczną, co kilka innych znanych i cenionych artystek biżuterii na Polskim rynku. Rzekoma inspiracja jest tak dalece odwzorowana, że wchodząc do galerii internetowej, w której akurat dziwnym zbiegiem okoliczności, wyświetlane są dwie identyczne prace - różnych osób, można doświadczyć pewnego zniesmaczenia. A wydawać by się mogło, że właśnie tutaj w biżuterii artystycznej, człowiek może się wykazać swoją kreatywnością, stylem, upodobaniem. Wyrazić po prostu siebie. Jednak, łatwo można sprowadzić się na ziemię, oglądając wspomniane prace i aż ściska kiedy jedna zdolna osoba wymyśla, projektuje, wykonuje swoją pracę, po to, by za chwilę jakaś hmm "brakło mi określenia" inna mogła wykonać identyczną. Myślę, że tacy ludzie kompletnie nie mają honoru. Najbardziej szkoda tych pokrzywdzonych, tych których pomysły przywłaszczają sobie takie oto podmioty i jeszcze tytułują swoimi. Przykro się robi, oj bardzo przykro. Współczuję, bo zapewne uczucie kradzieży pomysłu musi boleć. Cóż można doradzić? Może tyle, by walczyli o swoje... A klienci faktycznie potrafią zweryfikować rynek i doskonale wiedzą kto jakie dzieła tworzy i w końcu, i oni zaczynają głośno o tym mówić np: po odwiedzeniu takich wystaw :D Dobrze, żeby wspomniana "artyhstka" tymi wyjazdami nie dokładała jeszcze do interesu :P peace

czwartek, 24 kwietnia 2014

Pozmieniało się...


Od rana siedzę jak na szpilkach i czekam.... Już południe i nic... Zaglądam do poczty i dżizassssss. Wczoraj do późnego wieczora siedziałam i zmieniałam naszyjnik na prośbę klientki, napisałam wiadomość, dodałam zdjęcia i wysłałam, tylko nie wiem do kogo, bo coś mnie przed chwilą tknęło, żeby zajrzeć do galerianej poczty, by zobaczyć, że wczoraj nic nie wysłałam, noszzz musiało mnie wylogować... I mogłam sobie tak schnąć i czekać... Klientka również. Genialna odpowiedzialność z mojej strony, wręcz mnie dobiła :) A w naszyjniczku zaszły zmiany. Pojawiło się złotko. Trochę się namęczyłam, żeby podmienić pewne elementy, i aż śmiałam się sama z siebie, że pracę wykonałam rzetelnie, bo miałam dość spory problem żeby odwinąć druciki, które tak dobrze zabezpieczyłam przed ewentualną niepowołaną samowolką :) Cargę i kuleczkę oplatającą cytryn wymieniłam na pozłacaną. Pięknie wyszło mi złocenie :) Udało się zamontować złotko, polerowanie i jest teraz taki naszyjniczek :) A i podmieniłam kwarc na Granat :)



Niedawno zagościły u mnie takie cuda :)


środa, 23 kwietnia 2014

CRAZY, CRAZY, CRAZY :)

Naszyjnik "Crazy" wykonałam z miedzianych zawijasków oplatających oryginalnie ubarwiony zielonkawy Jaspis Skamielina oraz oponki turkusowo-zielonej Chryzokoli. Zawieszkę zawiesiłam na woskowanym lazurowym sznurku długości 95cm (z możliwością skrócenia). Zawieszkę oksydowałam, a następnie miejscami przetarłam (zmatowiłam), co nadało jej antycznego wyrazu.

To drugi okaz z serii nieprzewidywalnych zawijasków :D Wyszedł tak:







wtorek, 22 kwietnia 2014

JELLY NASZYJNIK MIEDZIANY

Chwila dla siebie :) można pododawać stare przedmioty "różne" takie, które akurat w danym momencie do łapek wpadły. A zaczęło się tak, otworzyłam pudełko, hmm pudło z zawieszkami tzn. kamieniami na zawieszki. Sentyment nie pozwalał na wystawienie wszystkiego na sprzedaż w moim sklepiku, który dziś świeci pustkami, a który jeszcze niedawno tętnił życiem... Ale chyba przechodzi mi już zmęczenie materiału i zawitam do sklepiku, zwłaszcza teraz, gdy obrywa mi się z każdej strony, że artystkom klejnotów brakuje, a tylko takie były w moim sklepiku. To cieszy, oj bardzo cieszy i mobilizuje, że jednak dla nich warto wrócić do pracy :) Może od teraz? :D
A wracając do zawieszek... Oprawiłam dwie, dokładniej dwa Jaspisy Skamieliny. Piękne, niezwykle oryginalne i ... oprawione w miedź. A skąd ta miedź u mnie? A no właśnie, dawno temu moje dziecko urzędując w maminej pracowni wymyśliło sobie małe mieczyki, a że mama srebra nie pozwoliła ruszyć, mosiądz mu potem nie pasował, to kupiła dziecku drucik miedziany. Dziecko się znudziło, drucik porzuciło i tak oto trafił w moje ręce. I nic by się z tej znajomości nie urodziło, gdyby nie fakt, że słabiutka jestem we wrappingu, ani czasu, ani talentu w tej kwestii nie mam, więc porwałam cosik do poćwiczenia... Ha, na pierwszy ogień poszedł Jaspis w odcieniach różu, gdzieniegdzie przebarwiony mocniej, cudowny. Od razu skojarzył mi się ze stylem vintage. No i ta miedź... do tego, bardzo przypadła mi do gustu. Owijanie drucikiem kompletnie bez pomysłu, co wyjdzie to wyjdzie, a zwykle lepiej wychodzi gdy planu nie ma i wszystko dzieje się na żywca z głowy. Śmieję się, że to ten spontan wszystkim kieruje i dodatkowo ekscytacja jaki będzie efekt finalny :) To coś innego jak widzi się, że ktoś zrzyna  żywcem czyjś projekt (toćka w toćkę).  Nie wiem z czym to można porównać, takie szalony myk, bo wszystko odbywa się na totalnym loozie, bez spięć, "że no tak, jedna i druga strona musi być taka sama", ta rzekoma symetria, która jakoś nie do końca pasuje mi do pracy artystycznej, bo uważam, że skoro robi to człowiek, a nie maszyna to niech tego człowieka w tej pracy widać :) I przypomina mi się historia, którą opowiadał pewien jubiler, jak to dostał zwrot z zagranicy z dopiskiem, że prace miały być wykonane ręcznie, a nie maszynowo, a on starał się jak mógł, by było najpiękniej, najrówniej, by nikt nie mógł się do tych prac przyczepić, no i masz babo placek... Było za pięknie, za równo, że zwrócili, bo myśleli, że maszyna je wykonała, a nie człowiek. Więc praca ręczna, musi wyglądać jak praca ręczna i kropka! I niech będzie w niej wariacja, albo jakaś nieprzewidywalność, ja to uwielbiam, a nie wszystko pod linijkę :) hehe oczywiście bez większej przesady, niemniej w granicach rozsądku :P I tak sobie siedziałam, korzystałam  z WOLNEGO i uplotłam, a raczej oplotłam taką oto zawieszkę, którą zawiesiłam na zamszowym rzemieniu, który kupiłam dla siebie na bransoletkę, ale jak zwykle nie zrobiłam, no bo szewc bez butów oczywiście chodzi i tej zasady po prostu się nie zmienia :) heh...



I tak wygląda moja nowa zawieszka, a bo zapomniałam, jeszcze wplotłam piękny turkusowy chalcedon, fajnie gra kolorkiem z jaspisem. Na żywo wygląda lepiej niż na zdjęciach, które starym zwyczajem przekombinowałam... Z tytułu, że zawieszka powstała bez planu jak większość moich prac, po prostu tworzonych w danej chwili, niestety drugiego takiego nie zrobię, ale może zrobię fajniejszy. Coś tam poćwiczyłam, miedź jest fajna mięciutka :)

Ale napiszę nieskromnie, niewiele mam czasu na dłubaninkę w biżutakach. Praca, dziecko, dom, pochłania większość, to co pozostaje czasem nie nadaje się na ruszenie z miejsca z czymkolwiek, albo tworzy się dniami, a czasem i miesiącami, bo nie ma kiedy skończyć. Niemniej, cieszę się z tych moich prac, takich jakie są, nieidealne, nie wiem czy do końca poprawne, ale znajdują swojego właściciela, który jest z nich zadowolony :) Czasem on napisze kilka miłych słów, które są chyba najlepszą zapłatą i miodem na serducho. Miło, jak np. ostatnio napisała do mnie Pani, która czekała, by móc sobie kupić bransoletę upatrzoną w galerii :) I jakież było moje zadowolenie, że właśnie moją bransoletę :) Cieszę się, że nie muszę sobie, ani nikomu innemu nic udowadniać. Po prostu to się dzieje, samo, gdy czas na to przychodzi. I eksperymentuję, może kamyczek, perełkę oprawię jak rok temu na dzień matki, czy jeszcze wcześniej malutkie oponki w kolczykach. Tutaj skubnę, tam posmakuję, a może wkrótce poczuję, gdzie jest mi najbliżej <3 Kiedyś by dostać się do pierwszej galerii wysłałam zgłoszenie i po części powstał również ten blog, by móc pokazać swoje przedmioty. Potem już nie musiałam nigdzie pisać, bo pojawiły się zaproszenia, a dziś naprawdę różne zaproszenia współpracy i nie tylko z galeriami. Blokadą jest czas i możliwości, ale to jest ten mój "mały sukcesik". Kompletnie nie zamierzony :) I z pokorą przyjmuję fakt, że do moich artystycznych mistrzyń brakuje mi lata świetlne. Znam swoje miejsce, nie wychylam się i żyję spokojnie. Cieszę się, że małymi kroczkami, naprawdę niewielkim czasem jaki mogę poświęcić na pracę, ktoś mnie docenia :) I myślę tutaj o tych, którzy też zaczynają swoją przygodę tak jak ja, że na wszystko przychodzi czas. I nie ma co się złościć, jak ja czasem, "że gdybym miała więcej czasu, pewnie robiłabym coś lepiej"... Albo jeszcze lepiej, ale sumienie mówi stop, teraz jest czas na inne rzeczy :), w chwili obecnej bardziej pożyteczne, ale wierzę, że wydzierżawię sobie za parę latek stałe miejsce, stałą robótkę i wtedy wszystkiego się podszkolę :) I będzie jeszcze lepiej, jeszcze równiej heheh, ale ręcznie - nie maszynowo :)  A teraz dobiega mnie dźwięk deszczu, i  świeże powietrze przeplatane zapachem skoszonej trawy... Bajkowy zapaszek wiosny, aż szkoda, że nie da się go przesłać... jeszcze ;) ha BURZA :D

Nasz przyjaciel...

Pożegnaliśmy wczoraj naszego przyjaciela http://ripititi-arts.blogspot.com/2013/10/take-care-of.html Zostanie w naszych serduchach na zawsze...


ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ

Ufff! Minęły święta, które od jakiegoś czasu są naprawdę oazą spokoju w moim domu, gdyż nie zakłóca ich nikt niepożądany.... :D Minęło już sporo czasu, by móc to z czystym sercem stwierdzić. W tej materii odzwierciedlenie ma stare powiedzenie, że to nie święta tworzą rodzinny nastrój, ale ludzie :), że wystarczy jedno niepasujące ogniwo... Na szczęście już go nie ma i wszystko jest tak jak dawnej :) Normalnie. Normalne święta, normalne relacje. I choć zło próbuje wrócić przez własne dziecko do naszego domu, nastawiając je przeciwko wszystkim, niszcząc jego biedną psychikę, wpajając jakąś wyimaginowaną traumę....myślę, że i w tej kwestii niebawem sprawiedliwość zatriumfuje. W co bardzo wierzę :D ..."bo jaką bronią wojujesz, od takiej giniesz"... zresztą tak jak poprzednio :P A nie ma na świecie większej krzywdy dla dziecka, kiedy niszczy je własny rodzic np. MATKA!!!