Chciałabym żebyś zawsze o tym pamiętał...

Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i jeszcze raz spróbować. Nigdy nie jest za późno, żeby na stacji złych zdarzeń złapać kolejny pociąg i ruszyć w stronę marzeń...

Przyjaciel...

Moim najlepszym przyjacielem jest ten, kto pozwala mi wydobyć to, co we mnie najlepsze. H.Ford

Słowa...

Miłe słowa są jak miód. Słodkie dla duszy i zdrowe dla ciała...)

Moment...

Każdy oddech jest cenny, ale jeszcze cenniejszy jest moment, który zapiera dech w piersiach...

Uśmiechnij się...

Najbardziej zmarnowany dzień ze wszystkich to ten, w którym zabrakło uśmiechu...

piątek, 6 listopada 2015

Naszyjnik Fresh z kolekcji "Desire" srebro kyanit

Kolekcja "Desire" to połączenie surowych błękitów oraz balsamicznej bieli tworząc kontrastowe zestawienia. Naszyjnik Fresh wykonałam ze srebra próby 930/999 metodą wire wrapping. Zawieszkę tworzy tęczowo mieniący się surowy kryształ z fantazyjnymi splotami oplatającymi kamień wraz z atramentowym Kianitem i oponką szfiru. Zapięcie naszyjnika typu federing. Całość została oksydowana oraz wypolerowana. Długość naszyjnika wynosi 49cm.


Naszyjnik Fresh II z kolekcji Desire srebro kyanit

Kolekcja "Desire" to połączenie surowych błękitów oraz balsamicznej bieli tworząc kontrastowe zestawienia. Naszyjnik Fresh II wykonałam ze srebra próby 930/999 metodą wire wrapping. Fantazyjne opleciony srebrem biały Jaspis (wielkość 64.67x44.19x6.11mm) przyozdobiłam atramentowym Kyanitem oraz delikatnym zwiewnym łańcuszkiem połączonym z fantazyjnymi splotami, oponką Kamienia Księżycowego (Moonstone) na zawieszce. Całość oksydowałam oraz wypolerowałam. Długość delikatnego łańcuszka typu rolo wynosi 72cm.


Last forever...

Naszyjnik "Last forever" powstał ze srebra próby 930/999 oraz pięknego fasetowanego Kwarcu z czarnym Rutylem. Zawieszkę (wielkości 39.50mm) wykonałam pracochłonną techniką wire wrapping w postaci licznych splotów, kuleczek, zawijasów. Zawieszkę zawiesiłam na łańcuszku typu rollo długości 70cm. Całość została oksydowana i delikatnie wypolerowana.


Powder Pink...

Power Pink to Misterny naszyjnik wykonany metodą wire wrapping w kolorach pudrowego różu i czerni. Jego centrum stanowi zawieszka z fasetowanym wrzecionem Kwarcu Różanego oplecionego oksydowanym (poczernionym) srebrem próby 925/999. Wielkość zawieszki: 47mm, szerokość: 35mm, długość łańcuszka typu rollo zakończona zapięciem federing: 50cm.


środa, 4 listopada 2015

Green forest...

Naszyjnik Green forest to połączenie ciemnego (oksydowanego) srebra z odrobiną złota :) oraz delikatne połyskujące kamienie Chryzoprazu, Kwarcu miodowego i Tsavorytu. Do wykonania naszyjnika użyłam srebra próby 925/999 oraz specjalnego cennego stopu Gold Filled, gdzie w mosiądz wtapiane jest 24K złoto. Wielkość zawieszki to: wysokość 40mm, szerokość 35mm oraz długość łańcuszka typu rollo zakończonego zapięciem federing wynosi 45cm.


Sparkling as the sun...

Naszyjnik "Sparkling as the sun" powstał ze srebra próby 930/999 oraz fasetowanej łezki Chalcedonu. Zawieszkę wykonałam pracochłonną metodą wire wrapping w postaci licznych oplotów drucikiem, zawijasów i drobnych kuleczek. Zawieszkę wielkości 28.22mm zawiesiłam na łańcuszku typu rollo długości 45cm. Całość została oksydowana i delikatnie wypolerowana.


wtorek, 3 listopada 2015

Pierścionek Sunny - srebro z cytrynem

Kobiecy i delikatny pierścionek wykonałam od podstaw ręcznie ze srebra próby 930 oraz cieniowanego Cytrynu wymiary 6.85mm. Srebro miejscami fakturowałam, a następnie całość wypolerowałam na lustrzany połysk. Rozmiar pierścionka: 13


Pierścionek To the moon and back srebro Moonstone

Był sobie piękny Kamyczek Księżycowy w srebrnej filigranowej rameczce... :)

"To the moon and back" wykonałam własnoręcznie ze srebra próby 925/930 oraz łezki kamienia księżycowego, którą oprawiłam w filigranową ramkę wielkości 19.5mm. Pierścionek jest regulowany od rozmiaru 14. Został wypolerowany na lustrzany połysk.


niedziela, 16 sierpnia 2015

Never

say never...
Gdy do mojej rodziny dołączył najwspanialszy na świecie zwierz, nasze życie nabrało zupełnie innego sensu i każdy kto ma w domu takiego przyjaciela, dobrze wie o czym piszę. Milo wypełnił każdą pustkę/pusteczkę, bo przede wszystkim ożywił nas i nasz dom. Wspaniały dar, o którym latami marzyłam, jednak rzeczywistość i domowe realia szybko sprowadzały mnie na ziemię. Nie było opcji na nowe zwierzątko, zwłaszcza, gdy już trzy inne biegały po podwórku. Jednak w domu wciąż czuć było jakiś brak. Dwa czworonogi były już rezydentami nim się wprowadziliśmy. Biała Królewna przyjechała z nami i jak tylko poczuła dwór, to nie miała ochoty wracać do domu. Bo pies to przecież zwierze stadne i niekoniecznie stworzy stado z ludźmi, w jej przypadku dwa psy były bliższe niż my, więc taką opcję wybrała, tłumaczył Wet.

I kiedy już nic więcej nam do szczęścia nie było potrzebne, wydarzyło się coś... Co być może było marzeniem naszego "najwspanialszego"?, bo ilekroć rozładowywaliśmy energię podczas zabawy na podwórku z "najwspanialszym psem na świecie", ktoś z nas czy to w myślach czy w cichych słowach mówił, że i nasz przyjaciel powinien mieć swojego psiego przyjaciela. Taką psią bratnią duszyczkę, gdy w jego stadku już same staruszki. I czy ktoś z nas mógłby przewidzieć, że kolejne marzenie spełni się tak szybciutko? Bo ja nie. Jednak los, życie, przeznaczenie spełniły prośby wysyłane gdzieś w nieznane...,
bo podobno marzenia spełniają się tylko tym, którzy w nie wierzą :D
Oj, i teraz choć minęło już ponad trzy tygodnie, nadal nie dowierzam :D Ale marzenie jest "namacalne" :D właśnie smacznie śpi na plecach, wykręcony jak rogalik...  Ot taka sytuacja :D Kto by przypuszczał, że do naszej gromadki dołączy maleńki łatkowany piesek???

Niestety to kolejny pieszczoszek po życiowych przejściach. My dziś jesteśmy jego czwartym domem, mimo tak króciutkiej metryczki, bidulek już tyle przeżył. Z rąk do rąk, jak niepotrzebna zabaweczka. Czy ludzie nie wiedzą, że psie dziecko, jest jak ludzkie niemowlę..., któremu chcąc nie chcąc musimy poświęcić wiele czasu na socjalizację i niestety psiej pieluchy mu nie założymy... Że piesek, który ma raptem kilka tygodni i jest przedwcześnie zabierany od matki, prawdopodobnie będzie wymagał większej opieki i cierpliwości.... Wszyscy chcą szczeniaczka, bo one są takie słodziutkie, malutkie, kochaniutkie... :( Oj tak, wszystko pięknie, do pierwszego "przestępstwa" jakie popełni na dywanie, lub pierwszego obgryzionego kapcia, czy częstego, bo czasem i co 40-50 min wyprowadzania na spacer w celu nauczenia naszego podopiecznego załatwiania swoich potrzeb na trawce. Dlatego każdy kto marzy o psim dzieciątku powinien świadomie i w pełni odpowiedzialnie podjąć decyzję, czy aby na pewno jest w stanie poświęcić się, nastawić na początkowy trud i prawidłowe wychowanie pieska, że bierze pełną odpowiedzialność za jego kruchutkie życie, że będzie z nim na dobre i złe, i że nie wyrzuci jak niepotrzebnego śmiecia kiedy się znudzi... Pamiętajcie o tym, to takie ważne!!!

Taki widok czekał na nas, gdy przyjechaliśmy wyprowadzić psy na spacer do Hotelu:  kojec z dużą budą, a za nią schowane malutkie błyszczące oczka. Wierzyć mi się nie chciało, że takie maleństwo same między innymi kojcami ze szczekającymi psami, przerażone... Wystarczyła minuta i już siedział na rękach u Pomarańczy. No nie, przecież on nie może tutaj zostać... Bez zastanowienia wylądował w moim plecaku, gdzie jak w kangurzym worku zwinął się w kłębuszek i zasnął, a my na motorku wróciliśmy z nami do domu. I tak trafił do nas Łatek, początkowo byliśmy jego domem tymczasowym, do momentu kiedy nie znajdziemy dla niego kochających ludzików. To był dla mnie najgorszy moment, bo jak tu nie pokochać takiego maleństwa i żyć ze świadomością, że w każdej chwili mogą znaleźć się dla niego opiekunowie i go zabiorą...  ;( Nasze psiaki w momencie zaakceptowały nowego przybysza, a nasz Miluś był wniebowzięty, że w końcu ma koleżkę. I tak dniami i nocami zabawy, Łatek na ogonie, Łatek zwiedzający paszczę Milka, Łatek & Milek przytuleni podczas spania, Łatek & Milek forever friends :D Dni uciekały, szukaliśmy wśród znajomych, którzy mają warunki lecz gorzej z chęciami. Nawet nasze ogłoszenia w internecie przeszły bez echa. A im dłużej Łatek u nas, tym większa więź między nami. I te słowa mojego syna, że tak bardzo boi się, ze znajdzie się dla niego  dom i będziemy musieli go oddać... Serducho zaczynało kłuć, a teoria domu tymczasowego traciła swoje znaczenie, bo jak wziąć takiego maluszka, przez pierwsze noce praktycznie nie spać, kochać jak swoje i oddać? A potem myśleć i myśleć czy wszystko z nim dobrze, czy ktoś nie krzywdzi, czy, czy, czy... Nie, na dłuższą metę nie dawałam rady i tak Łatek został pełnoprawnym członkiem naszego psio-ludzkiego stada :) Można było w końcu wziąć głęboki oddech, usunąć obawy i zacząć cieszyć się PEŁNĄ PARĄ!!! Łatek prawdopodobnie pod wpływem swoich psich przeżyć, tego, że za wcześnie został odebrany matce jest bardzo lękliwy w stosunku do ludzi. I tak jak szybko zaakceptował mnie, mojego męża i syna tak potrzebował sporo czasu by przestać się bać moich teściów, którzy mieszkają z nami. Być może bał się, że to kolejni ludzie, do których zostanie oddany??? Dziś już się tak nie boi, merda ogonkiem i czasem nawet do nich tak na chwilkę zajrzy, ale mimo wszystko jakaś trauma została. I niech nikt mi nie opowiada, że pies zapomina o tym co się stało. To od nas samych zależy, czy zdoła ponownie zaufać, by przestał się bać i poczuł, że jest szanowany i kochany :)


Pyszczek umorusany w ziemi, ale za to dołek wykopany. Słodkie lenistwo :)

wtorek, 12 maja 2015

Już prawie zapomniałam...

jak się pisze posta? Ostatni ślad po mnie został z końca listopada, uff przeszło pół roku temu :D A to rzeczone pół roku, to jak lata świetlne temu. O mały włos cudowny i nieodwracalny przycisk USUŃ zostałby użyty, ale... No właśnie, ale lepiej nie robić czegoś pochopnie i potem żałować. Lepiej zostawić, gdy się po prostu będzie miało na to ponownie czas. Tak więc jestem, nocą, kiedy już prawie wszyscy śpią, no oprócz pomarańczy, dzięki czemu mogę wykorzystać ten moment i skrobnąć z pozycji leżącej pod kołderką ;D Hmm, wracając... Jestem.... od tych paru miesięcy trochę zajęta kilkoma rzeczami. I w "tajemnicy" napiszę, że jedna z nich, która mnie momentami pochłania, jest mega-super!!!!!!!! Daje mi power, taką czadową energię i niesamowitą przyjemność. Żałuję tylko, że czas szybko wtedy ucieka i nie mogę się tym cieszyć zbyt długo, ale nawet namiastka tego jest dla mnie ogromną frajdą :D Heh... Główkuj mądra głowo co to takiego? :P A poza tym to oczywiście nie zapomniałam o bizu. To już jest uzależnienie. Taka choroba, z która nawet nie chce walczyć. Jak jestem w domu to potrafię ją opamiętać, ale jak gdzieś wyjadę wystarczy mi dzień i w głowie szaleństwo pomysłów i konieczność powrotu, która niestety często kończy się albo brakiem czasu, albo ulotnością pomysłowości :) Ale pozostaje chociaż frajda z przebywania w warsztaciku. I gdy już się jakoś poskładam z chęciami, pomysłami i czasem powstaje to "coś". A to jedno z tych nowych-starych "coś"


Fotografia plenerowa. I przyznam, że o wiele łatwiej pstryka mi się przy takim świetle, niżeli w moim studiu. I chociaż tam mam fajne światełko, którym to ja steruję, to jednak światło dnia, jest dla mojej armatki ulubieńsze :D. Bo przecież w tym wszystkim chodzi o światło ;P A na fotce sreberko, które mozolnie obwijałam, aż mi się w nocy śniło, te drobne kuleczki, jedna po drugiej... jedna po drugiej... A projekt? Kilka zawijasów i montowanie, przymierzanie i znowu montowanie, raz z jednej, raz z drugiej strony by dopasować. Każdy zawijas inaczej przymocowany zmieniał wizualizację, no końcu stanęło na tym co jest przedstawione i ot tyle. Oksyda, polerowanie i czekanie na duszyczkę, która zapragnie go mieć :D


A teraz dobranoc, nich się przyśnią aniołki :)